2 September 2013

Short holidays - part one: with the company

Czas wyczekanego urlopu w koncu nadszedl i udalo nam sie wyjechac na dluzej niz poczatkowo zamierzalismy. Wszystko rozegralo sie w ostatniej chwili, auto nie do konca bylo gotowe do podrozy, w sensie brak kola zapasowego, opony stare i troche lyse, brak bagaznika na rowery... Ruszylismy z Wroclawia do Pokrzywnej, gdzie zgarnelismy Anke, Sebastiana i Bobka z ich rowerowym majdanem. Troche sie martwilismy czy wszystko sie zmiesci, jako, ze nie bylo zadnych przymiarek wczesniej, ale po kilku probach samochod zmiescil nas wszystkich lacznie z rowerami. Bobek musial siedziec z przodu ze mna, byl bardzo spokojny, moja noga zostala osliniona kilka razy, ale coz to;) wesoly samochod przjechal cale Czechy, troche w deszczu, ale Luke swietnie sobie radzil prowadzac, pierwszy raz po prawej stronie. Na kilka dni rozbilismy sie na campingu nad Jeziorem Lipno na poludniu Czech. Czas spedzony w swietnym towarzystwie, dwulitrowe butelki czaeskiego piwa i oczywiscie smazony ser. Moglismy znow nacieszyc sie spaniem w namiocie - moje sny sa zawsze bardziej intensywne w namiocie, kolorowe, takie drugie zycie. 
Pozniej odwiezlismy towarzyszy do Pasau, pieknego niemieckiego miasta polozonego nad Dunajem. Tam po pysznej kawie i duzym kawalku ciacha zaczelo sie skladanie rowerow i bobkowej przyczepki. Zajelo to chwile i Bobek czekajac po cichutku prawie przegryzl swoja smycz chcac byc wolnym psem. Anka i Seba podazyli sciezka rowerowa wzdluz Dunaju w strone Austrii. My natomiast powloczylismy sie troche po Pasau i wrocilismy na camping.

The time of holiday which I waited for so long finally arrived and we managed to go away for longer then we initially thought. Everything was a bit crazy and done in last moment, the car wasn't exactly ready, no spare wheel, old tires and no roof rack for the bikes... We went from Wroclaw to Pokrzywna where we picked Anna, Sebastian, Bobek and their bike staff up.We were worried that it may not all fit in as there was no test before but after some trial and error we squeezed ourselves and 2 bikes in.Bobek had to sit with me, he was very calm, my leg just got a lot of saliva few times, but well;) cheerful car crossed the whole Chech Republic, we were driving in quite heavy rain for a while but Luke did extremely well driving, first time on the right side as well. We camped on the Lipno lake, south of Chech for few days. Time spent in a good company, with 2litre beer bottles and fried cheese of course.We could enjoy sleeping in a tent again - my dreams are always more vivid and colorful there, second life. Then we took our friends to Pasau, beautiful German town situated by the river Donau. After a delicious coffee and huge piece of cake they started to put the bikes together, which took longer then intended and Bobek silently nearly chew through his leash in order to become a free dog. Anka and Seba followed the bike route along Donau all the way to Austria while we strolled in Pasau a bit longer and then went back to camping.











21 August 2013

Prelude to holidays

Wiem, ze juz troche pozno na wstep do wakacji, ale wczesniej jakos nie bylo czasu na wpisy. Kilka lipcowych dni spedzilismy w domu rodzicow A., w domu przy lesie w malej wsi pod Opolem. Boskie miejsce - mozna cieszyc sie natura, oderwac sie od miasta i wdychac piekny zapach lasu i pol. Byla to taka proba przed wspolnym planowanym wypadem na dluzsze wakacje, taki sprawdzian czy nie wykonczymy sie nerwowo przebywajac ze soba tak dlugo-  wyszlismy z niej zwyciesko. Wazna czescia proby bylo przyzwyczajanie Bobka do siedzenia w przyczepce rowerowej. Pierwsza wyprawa byla dosc halasliwa, ale pozniej bylo juz tylko lepiej. Pojechalismy przez las pelen komarow do pieknego palacu w Mosznej, gdzie nasz spokoj zostal zaklocony przez fotografow ustawiajacych panstwa mlodych do zdjecia. Bobek skorzystal z kapieli w jeziorze, nawet labedzia rodzina obserwujaca go jak potencjalnego agresora mu nie przeszkadzala. Mysle jednak, ze najlepszym punktem pobytu oprocz towarzystwa byly chyba wspolne sniadania na swiezym powietrzu:)) To byl prawdziwy poczatek wakacji.

I realise it's a bit late to write a prelude to holidays but I somehow didn't have time to do it earlier.We spent few of hot July days in a house of A.'s parents in a little village by the forest. amazing place - we could enjoy being so close to the nature, had a break from city and could finally breathe some sweet forest air. It was a kind of a trial before the longer holidays which we were planning to spent together, to see if we want drive one another crazy - and we passed it. The important part of this trail was to check how Bobek will behave sitting in his little carriage behind the bike. First trip was a bit noisy but then he started to get used to it. We cycled through a forest full of mosquitoes to a beautiful palace in Moszna, where are peaceful moments were disturbed by two photographers giving very precise instructions to young married couple. Bobek had a bath in a lake and he didn't even mind the swan family looking at him like at a potential aggressor. But I think that the best part of being there (apart from the company) were breakfasts which we used to have outdoors and celebrate this moments:)) That was a real beginning of the holiday time.

Where the time stops.



 








Stay.Zostan. ;))
Bobkowe kapiele z labedzia rodzina.

A. i S.
Garden duties at sunset. Ogrodowe obowiazki przy zachodzie slonca.

17 July 2013

Bournemouth vibe in Wroclaw

At the end of June we had a special visit here in Wroclaw - Daniel vel Marian and Gosia came with Jeremi. It was time full of joy and good fun, seeing things from different perspective again and exchange of ideas. We were lucky with the weather and they had a chance to see the city attractions;)) Being around Jeremi (and his parents of course) is a pleasure, he's one in a kind. He's a free child,  bound by less rules then average and it's amazing to be able to explore the world. I only have this feeling towards a few children around and it's so strong that Luke is getting worried! Below photos from the visit as the words will sound too iddylique.
Seeing people we met in Bournemouth brought back good memories  - miss you sometimes;) Bournemouth friends - look after yourselves amigos!

Pod koniec czerwca  Wroclaw zostal odwiedzony przez bardzo wyjatkowe osoby - Daniel vel Marian i Gosia przyjechali z Jeremim. Byl to czas pelen radosci i dobrej zabawy, spojrzenia na pewne sprawy z innej perspektywy  oraz wymiany pomyslow. Mielismy szczescie z pogoda i goscie mieli szanse zobaczyc atrakcje miasta W.;)) Przebywanie w towarzystwie Jeremiego (oraz jego rodzicow oczywiscie) jest czysta przyjemnoscia, wyjatkowa mala osobka. Jest wolnym dzieckiem, ograniczonym mniejsza iloscia zakazow niz przecietne dziecko i odkrywanie swiata wraz  z nim jest niezapomnianym doswiadczeniem. Niewielka liczba dzieci wyzwala we mnie takie uczucia i sa one tak mocne, ze Luke zaczyna sie martwic! Ponizej kilka zsjec z wizyty jako, ze slowa byly zbyt iddyliczne.
Wizyta osób, które poznaliśmy w Bournemouth przywołała dobre wspomnienia z teog miejsca - tesknimy za Wami czasem;) znajomi z Bournemouth - dbajcie o siebie!






"Slimaczek sie smieje. The snail laughs."

Slimaki moga miec problemy z kraweznikiami. Snails can have problems with the curbs.



Nadrzeczna plaza. River beach.


13 July 2013

Half- marathon which nearly took place/ Polmaraton, ktory prawie sie odbyl

The Day came and Luke and Sebastian were ready to take part in a first night half-marathon in Wroclaw - 21km through the city, 4000 people. Nowak and myself shared the pleasure of preparing goodies for after-run picniand got there with all the suprises, the cheering team was on their positions when we heard that the start will be postponed by half an hour. Another warm-up, ready on the positions and another lovely news the start postponed by another hour. By that time the moods became worse and the sport spirit almost flew away but they were still waiting, ready to run later. In the end the whole event was canceled apparently the preparation of the route wasn't sufficient from the safety point of few;) Some were angry, some relieved, as we got to know big group run anyway ignoring the officials. Big embarrassment for the city. Our choice was an easy one to make - happy consumption of the food - and the picnic begun. Sebastian and Luke got their medals anyway:)).

W koncu nadszedl Ten Dzien i Luke z Sebastianem byli gotowi do przebiegniecia pierwszego wroclawskiego polmaratonu. - 21km przez miasto, 4000 uczestnikow. Nowak i ja podzielilysmy sie przyjemnoscia przygotownia pysznosci na pomaratonowy piknik i dotarlysmy na pozycje ze wszystkimi daniami, druzyna wspierajaca byla juz na miejscach kiedy uslyszelismy, ze start bedzie opozniony o pol godziny. Kolejna rozgrzewka, gotowosc na pozycjach i kolejna wspaniala wiadomosc - tym razem godzinne opoznienie. Do tego czasu humory zdazyly sie pogorszyc, sportowy duch tez zaczal sie ulatniac, ale wciaz czekali, gotowi do biegu pozniej. W koncu odwolano cala impreze - podobno trasa nie byla odpowiednio zabezpieczona. Niektorzy sie wkurzyli, inni poczuli ulge, jak sie pozniej dowiedzielismy duza grupa pobiegla ignorujac zakaz wladz. Wstyd dla miasta. . Nasz wybor byl prosty - radosna konsumpcja jedzenia - i tak zaczal sie piknik. Sebastain i Luke i tak dostali medale:)).


Dream Team.



I wszystko stalo sie jasne. And we understood all.

Czekanie na "ostatni" start. Waiting for the "last" start.


Najbardziej zadowolona z medalu mala osobka. The proudest little person after receiving the medal.

30 May 2013

The land of blossoming acacia / Kraj kwitnacej akacji


Everything is in bloom now - it's really beautiful and one can smell spring mix of sweet fragrances. There's more then enough of  nutritious "weeds" and fresh flowers, which can be used in the kitchen and of course are being used by us as often as possible. My favourites (apart from the nettle) are acacia flowers - tasting so sweet! May -probably the best time to visit Poland, although the following months are good as well, this country changes so much once the spring and summer arrive. The life energy fulfills the veins:) We spent beginning of the month in Sulow making sure that Kasia's and Tomek's animals were well fed and resting from being in the city. Then a short family visit in Krotoszyn. There was a chance to stroll in the forest, breath the smell of spring, touch the first delicate leaves and relax our eyes looking at all different shades of green. After the first long May weekend the time of work came though, for Luke at the plot, doing his favourite gardening and I had to get used to woken up by alarm every morning from Monday to Friday. It wasn't easy at first but I'm getting better now, the people I work with are very nice and the time flies. We haven't got a car yet, partly due to our indecision partly to the lack of free time. We're coping though;) There was a plan to spend this long weekend in the mountains but spring rains changed it so we'll just relax at home, meet friends and so on. I don't feel disappointed:))

Wszystko wokol kwitnie - jest naprawde pieknie i wszedzie czuc wiosenna mieszanke slodkich zapachow. Jest pod dostatkiem wartosciowych "chwastow" i swiezych kwiatow, ktore mozna wykorzystac do jedzenia, co oczywiscie robimy przy kazdej nadarzajacej sie okazji. Moim faworytem (oprócz pokrzywy) sa kwiaty akacji - sama slodycz! Maj - chyba najlepszy miesiac na wizyte w Polsce, chociaz kolejne tez sa calkiem dobre - ten kraj zmienia sie nie do poznania wiosna i latem. Energia zyciowa krazy w zylach ze zdwojona sila:) Poczatek maja spedzilismy w Sulowie dokarmiajac zwierzyniec Kasi i Tomka i odpoczywajac od miasta, pozniej krotka wizyta u rodziny w Krotoszynie. Mielismy okazje powloczyc sie po lesie, napawac sie zapachem wiosny, dotykiem pierwszych delikatnych lisci na drzewach oraz relaksowac oczy patrzac na mnostwo roznych odcieni zieleni. Po pierwszym dlugim majowym weekendzie zaczal sie czas pracy - Luke ma jej pod dostatkiem na dzialce, ja natomiast musialam sie przyzwyczaic do porannych budzikowych pobudek od poniedzialku do piatku. Nie bylo to latwe, ale juz w miare ok, szczegolnie, ze towarzystwo w pracy bardzo przyjemne i czas płynie szybko. Samochodu niestety jeszcze nie ma, po czesci wina naszego braku zdecydowania, po czesci braku czasu. Ale coz, jakos sobie radzimy;) Byl plan, zeby ten dlugi weekend spedzic w gorach, ale pogoda nie zapowiada sie najlepiej wiec padło na  relaks w domu, spotkania z przyjaciolmi i takie tam. Nie czuje sie rozczarowana:))





Fredek.

First fun and then dog fishing. Najpierw zabawa a pozniej psow polawianie.












Everything is illuminated. Wszystko jest iluminacja. :)

Abundance of free food:)

5 May 2013

Something to watch

Below two links of something I really like - it changes perspective. Enjoy.

Ponizej dwa linki do czegos, co bardzo lubie - zmienia perspektywe. Milego ogladania.



http://www.youtube.com/watch?v=U_WG90ayOpM

http://www.youtube.com/watch?v=6580BRPL6KA






Przebudzenie / Awakening

Hola Amigos! It's been a long time since we last wrote anything on the blog. We decide to blame it on winter;) The truth is that it was really cold and long so we wished we could just hibernate and wake up in the spring. In a way it was a good time - I think we both have a better idea about the day to day winter reality on this side of the world, which is impossible to feel during a two weeks visit. There was time for kitchen experiments and meeting friends, playing cards, reading books... All the lazy winter staff. I had time to check out the care environment in here and it's not good so I left it quickly without wanting to go back. There was time to review the plans, discard some, improve others and leave some space to the fate:).  We did miss the warmth and the sunshine - but the spring finally arrived!!! The time of gardening has started and Luke is quite busy at the plot. I'm going to try myself in a new work area. We do feel more alive and we're looking forward to see what next day is going to bring. And I'm sure I'll write more often. 
Below few photos form our winter life.

Hola Amigos! Minelo juz sporo czsu od ostatniego wpisu na blogu. Zdecysowalismy, ze obarczymy wina zime;) Prawda jest, ze byla bardzo zimna i dluga wiec marzylismy o tym, zeby moc sie zahibernowac i obudzic sie wiosna. W pewnym sensie byl to dobry czas - mysle, ze oboje mamy teraz lepsze pojecie o codziennym zimowym zyciu w tej czesci swiata, czego nie mozna poczuc podczas dwutygodniowej wizyty.  Byl czas na kuchenne eksperymenty oraz spotkania z przyjaciolmi, na granie w karty i czytanie ksiazek....Takie tam zimowe leniuchowanie. Mialam okazje poznac tutejsze srodowisko opieki nad osobami starszymi i nie jest dobrze, wiec szybko sie stamtad ulotnilam nie zamierzajac wrocic. Byl czas na przemyslenie planow, porzucenie niektorych z nich, udoskonalenie innych i pozostawienie reszty przeznaczeniu:). Tesknilismy za cieplem i sloncem , ale wiosna w koncu sie pojawila!!! Zaczal sie czas upraw i Luke ma dosc duzo pracy na dzialce. Ja mam zamiar sprobowac pracy w kompletnie nowym miejscu. Czujemy, ze ozywamy z wiosna i czekamy na to, co przyniesie kolejny dzien. Bede pisac czesciej.
Ponizej kilka zdjec z naszego zimowego zycia. 

The New Years view from a flat we used to rent - far too high for us.
Noworoczny widok z mieszkania, ktore wynajmowalismy  - zdecydowanie za wysoko.